Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
286
rok szkolny
2002/2003

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

To może wydłużymy dobę...

Co rusz MENiS powraca do projektu wprowadzenia dodatkowych obowiązkowych godzin pracy w tygodniowym pensum nauczycielskim. Ponieważ publiczna dyskusja w tej sprawie pomija pewne ważne argumenty, chciałbym kilka słów poświęcić niedostrzeganemu przez dyskutantów aspektowi pracy nauczycielskiej, który w kontekście informatyzacji nauczania nabiera podstawowego znaczenia.

Wśród priorytetowych zadań edukacyjnych znajduje się tzw. kształcenie informatyczne. I chodzi tu już nie tylko o nauczanie obsługi komputera czy wprowadzanie elementów multimedialnych na wszystkich możliwych przedmiotach. Kształcenie za pomocą komputera z wykorzystaniem np. hipertekstów stwarza niewyobrażalne jeszcze kilka lat temu możliwości. Niesie to jednak swoiste zagrożenia, wśród których chciałbym zatrzymać się na kwestii internetyzacji.

Jakiś czas temu wpadły w moje ręce zeszyty przygotowującego się do egzaminów maturzysty. Zainteresowały mnie szczególnie zadania, jakie w tych zeszytach znalazłem, a to pod kątem ni mniej, ni więcej, tylko zasobów internetowych. Okazało się, że w ciągu niespełna dwóch godzin dotarłem w internecie do materiałów dotyczących tematów niemal wszystkich zadań z języka polskiego, jakie w ciągu czterech lat uczeń ten napisał. Na wiele spośród wyszukiwanych przeze mnie tematów znajdywałem nawet kilkadziesiąt opracowań. Sporo z nich jest na wysokim poziomie. Nie brakuje streszczeń, szczegółowych analiz, omówień przykładowych zagadnień związanych z określonym tematem itp. Coraz częściej - co stwierdziłem wracając do tematu po pewnym czasie - pojawiają się opracowania problemów w formie wykładów dla studentów, przygotowane w sposób na tyle przejrzysty, że przeciętny uczeń jest w stanie je wykorzystać. Siłą ciekawości postanowiłem sprawdzić, jak rzecz się ma w tej materii z innymi przedmiotami szkolnymi. I bez większego problemu znajdowałem opracowania zagadnień tak przedmiotów humanistycznych, jak i przyrodniczych. Nieco gorzej przedstawia się kwestia przedmiotów ścisłych. Tych opracowań, co prawda, także jest ogrom, gorzej natomiast wygląda sprawa zadań z rozwiązaniami. Ale i to jest do przeskoczenia. Otóż drążąc temat trafiłem na pasjonatów, którzy są w stanie i mają chęci rozwiązywać zadania, niekoniecznie za pieniądze.


REKLAMA

I tu chciałbym postawić pytanie: jak w tym wszystkim powinien odnaleźć się nauczyciel?

Internetyzacja jest faktem. Jest zjawiskiem, od którego nie ma odwrotu. Jako proces ogarniania społeczeństw jest trendem narastającym lawinowo. Czy chcemy, czy nie, w internecie informacje są. Co więcej, będzie ich przybywać i żadna próba ograniczenia dostępu do tego środka przekazu i komunikacji nie wydaje się możliwa. Stawia to niezwykle trudne zadanie przed uczącymi. Jak uczyć, by w sposób maksymalny zmusić uczniów do samodzielnego wysiłku, jednocześnie nie żądając, by z internetu nie korzystali, a wręcz przeciwnie, by internet stał się powszechnym narzędziem zdobywania informacji. W czasach, gdy dostępne były jedynie materiały drukowane, trudno było uczniom je powielać w zadaniach nie wzbudzając podejrzeń uczącego, że praca jest niesamodzielna. Dziś, by nauczyciel był na bieżąco z opracowaniami dotyczącymi jego specjalizacji, a pojawiającymi się w internecie, choćby w ramach treści programowych, musi poświęcać niezwykle dużo czasu na śledzenie tychże. Jak zatem wykorzystywać internet twórczo?

Rozwiązanie wydaje się być jedno. Nauczyciel musi mieć możliwość i czas (czego już dziś i tak bardzo brakuje szczególnie odbywającym staże) na wertowanie stron internetowych. Będzie to miało aspekt pozytywny, gdyż, po pierwsze, będzie pozwalało, czy wręcz zmuszało nauczyciela do ciągłego samorozwoju. Po drugie, będzie prowokowało nauczyciela do kreowania twórczych aspektów realizowanych zagadnień, formułowania problemów w sposób niepowtarzalny, oryginalny, nie kopiujący rozwiązań interentowych bądź wykorzystujący pomysły z internetu, ale nie pozwalający na powielanie internetowych rozwiązań przez uczniów, czyli tak, by uczniowie byli zmuszeni do myślenia, a nie jedynie odtwarzania, czy przetwarzania. I po trzecie, pozwoli to nauczycielowi na wychwytywanie tzw. gotowców.

Czym zatem grozi dołożenie obowiązkowych zajęć dodatkowych? Ano na poprzestaniu na bylejakości, na ucieczce w przeciętność, wtórność, na akceptacji faktu, że nie wiedza z określonego przedmiotu, ale mierność poparta sprytem w wyszukiwaniu informacji w internecie będzie w naszych szkołach premiowana. Niestety, żadnego połowicznego rozwiązania w tej materii nie ma. No chyba, że MENiS wie, jak wydłużyć dobę na przykład do 26 godzin...

Mariusz Tobiasz
Gimnazjum w Brzeznej


Zaświadczenie online



numer online: 185 gości

reklama